O ileż ciekawsze może być poznawanie zakątków
ojczyzny, gdy widzieć się je będzie w barwach i nucie legendy,
poruszanie się bowiem granicami świata realiów i wierzeń, to
fascynująca podróż.
Część z prezentowanych legend oparta została na baśniowych
podaniach zakorzenionych głęboko w wierzeniach ludowych. Mowa jest w
nich często o pełzających ognikach wyobrażających dusze cierpiące,
często pojawiają się w nich tajemnicze lochy ze skarbami otwierające
się o północy, lub spadające głazy upuszczone przez czarta na pianie
koguta. Są też legendy oparte na faktach historycznych (legendy
historyczne), tu fabuła wprowadza legendarne postacie obdarzone
nadzwyczajną mocą lub dzielnością. Legendy przekazują też
wydarzenia, które ubarwiają ojczyste dzieje, czynią je mniej dramatycznymi lub
bardziej bohaterskimi, niż w rzeczywistości były.
Dzięki
takim legendom poznać możemy cząstkę naszej przeszłości i posiąść
pewną wiedzę o naszych przodkach - jakimi drogami krążyły ich myśli.
Legendy winny rozbudzić w nas chęć poznania realnej wiedzy o naszych
ojcowiznach, wiedzy opartej już na innych, bo zaczerpniętych z
wiedzy historycznej przesłankach.
Zobaczmy zatem jak kreuje legenda naszą ziemię
rodzinną...
LEGENDARNE WĄTKI PRZESZŁOŚCI

Gdy sięgnąć zamierzchłej przeszłości - czasów kiedy w kotlinie nad
górną Uszwicą pojawił się człowiek, nie znajdzie się w dziejopisach
wzmianek o Lipnicy – jest jeszcze na to za wcześnie. Tak, więc
skromny zasób spisanych dziejów otworzył miejsce ustnej tradycji i
legendzie.
Był czas, gdy wokół puszcza szumiała, a zwierz się krył w
leśnych matecznikach,
U brzegu rzeki, co Uszwą się zwała, stał chram - bożków pogańskich
świątynia.
Mijały lata, a Światowid wciąż stał, wśród dębów kręgu, tak z nimi
trwał
Póki nie przyszły wróżby złowieszcze - czy się ta wiara ostanie
jeszcze?
Czy wiedział Światowid, że przychodzi NOWE i NOWĄ oznajmi
wieść?
*
I odszedł Światowid od swojej roli, służy Nowemu, choć mimo
woli.
A dęby stare tymże wyrokiem, trwają tu nadal przeszłości mrokiem.
Minął czas Światowida, podparł ołtarz - tryptyk gotycki, świątynia
zatrzymała legendę, a Światowid? ... tkwi dalej za ołtarzem.
*
W XIII wieku trwał na obszarach Pogórza Karpackiego intensywny
proces osadniczy, w dolinach rzecznych powstawały kolejne osady
zmieniające dotychczasowy puszczański charakter krainy. Ale wiek
XIII to również okres najazdów tatarskich (lata 1259/60 oraz
1287/88), które niszczyły co tylko zagospodarowany kraj. Czambuły
tatarskie nie ominęły i osad nad górną Uszwicą. Po latach wojen,
zniszczeń, nastawały czasy odbudowy, rozwoju gospodarczego,
kształtowania się zwierzchniej władzy.

…Pogórskie skłony, pełne uroczysk, leśnych olbrzymów,
Kraj - co to wart jest legendy, pieśni i wierszy rymów.
Kraj tu był wielki, nieznany, choć swoje szczególne miał życie.
Tu, każdy z osobna o sobie i swoim myślał bycie.
Nieraz, w tę dziką puszczę zbłądził banita zuchwały,
Za tropem goniąc zwierzynę, przemknął myśliwiec śmiały.
Lecz przyszły wkrótce nadania, lokacje z woli
książęcej,
Osada powstała w głuszy nad nurtem Uszwicy rwącej.
Lecz szły brzemienne w skutki nowiny, przyniosły wojnę w ludne
doliny,
Od granic pędzą tatarskie konie, za nimi dymy, pożogi wonie.
Spaloną osadę, Bolesław jeńcami zasiedlił,
A za zwycięstwo dziękując, z rycerstwem tutaj się modlił.
I żona jego Kinga za cud co się zdarzył w podzięce,
Kościół ufundowała i łaski dała książęce.
Nastały spokojne czasy w dostatku i urodzaju
I mieli w bród wszystkiego i było im jak w raju. …
Na fali nowej akcji osadniczej tzw. kolonizacji sołtysiej, książęta
dzielnicowi, a po zjednoczeniu już sam król, zezwalali osadnikom
odtwarzać dawne osady, karczować puszcze pod nowe sioła i uprawy. Na
ziemie polskie z krajów Cesarstwa przybyło wielu niemieckich
osadników, dotarli oni również do Lipnika i Rajbrotu.
Rola zarasta i pusto wokół, trzeba karczować, postawić cokół,
Życie wprowadzić w dzikie pustkowie, osadzić ludem, pomóc odnowie.
W pustą krainę ciągną tabory, z Szwabii, z Frankonii pakowne lory.
Doszli do miejsca gdzie lipa stała – stąd się osada Lipnicą zwała.
I w Rajbrocie zegar historii czasy zaczął nowe,
Bo Janusz z Sącza wieś tu lokował, wszedł w dzieje łokietkowe.
Choć początki Lipnicy Murowanej znanej wówczas jako Lipnik sięgają
początków XII w. (w 1144 r. powstała ponoć parafia), to dopiero król
Władysław zwany Łokietkiem nadał tempa biegu historii Lipnicy, także
Rajbrotowi. W 1326 r. Lipnica z rąk tego króla otrzymuje przywilej
lokacyjny w obszarze 100 łanów frankońskich i prawa miejskie.
Osadnictwo odrodziło się i w Rajbrocie, ponownej lokacji wsi
dokonano 6 I 1318 r., kiedy to król Władysław I nadał
Januszowi Białemu mieszczaninowi z Nowego Sącza jako zasadźcy,
obszar 104 łanów. Rajbrot stał się wsią królewską na prawie
niemieckim.
W 1998 roku społeczeństwo Lipnicy postawiło królowi pomnik, czcząc w
ten sposób władcę i utrwalając pamięć o wydarzeniach, jakie
rozegrały się tutaj przed laty, gdy Łokietek –
zapalony myśliwy zagubił się w lesie podczas polowania.
… Król był strudzony wielce gonitwą, więc rogiem swych dworzan
przyzywał,
Trąbił jak niegdyś trębacz przed bitwą, a wiatr to wezwanie porywał.
Lecz cisza wokół wciąż głucha trwała, nie było dworzan, ni śladu
sfory,
Lecz zaświtała nadzieja mała, bo znalazł krętą ścieżkę przez bory.
I tam, gdzie władcę lipa witała, monarsze słowa z powagą rzecze:
„Chcę by Lipnica miastem się stała”, a drzewo owo, swym mieczem
siecze.
Król spisał prawa i przywileje i królewszczyzna była nadana,
Nowej Lipnicy otworzył dzieje, by odtąd była też – Murowana !

W północnym obszarze tej królewszczyzny, król Kazimierz Wielki nadał
w roku 1342 przywilej lokacyjny zezwalający Wojsławowi Gryficie
założenie wsi na prawie średzkim. Dokument ten określa miejsce
lokacji wsi podając, iż lokuje się ją w lesie Borówna przylegającym
do królewskiego miasta Lipnik. Wojsław był przedstawicielem
zasiedziałego na ziemiach na południe od Bochni silnie
rozgałęzionego rodu Gryfitów.
… Dzieje nie spisane, tylko legend wątki - to opowieść z boru,
Borównej początki.
*
Dawno, dawno temu, puszcza tutaj stała, a wieś owa sama - Borówną
się zwała,
Topór Gryfity pierwszy tu zagościł - bo rycerz Wojsław prawa do niej
rościł.
Nie szczędził Gryf Wojsław ni rodu ni siebie, by wieś tu założyć w
karczowanej glebie,
Nie ważną tu była rycerska ich sława, do kąta odeszły stroje i
zabawa.
I tak w miarę czasu, jak się ród rozrastał - szlachecki zaścianek do
Borównej nastał
*
I żył ród Gryfitów wśród lasów i roli, pogrążony w pracy i
wieśniaczej doli. …
JAK TO DRZEWIEJ W LIPNICY
BYWAŁO
Przeszłość Lipnicy, jak zresztą każdego innego
miejsca toczyła się wielowątkowo. W przypadku rzemieślniczo –
kupieckiej Lipnicy dominującymi w tejże przeszłości były bez
wątpienia wydarzenia o takim właśnie charakterze.
Jedna z takich legend wprowadza w świat mieszczańskiej mentalności i
moralności późnego średniowiecza. Opowieść ta nie ma zakończenia,
przeto dając wiarę zaistniałym wydarzeniom, zakończenie trzeba
dopisać sobie samemu.
„ … Miał ci Jędrzej, mistrz zacny nie lada
zgryzoty,
*Bo żonę miał piękną, lecz niewielkiej cnoty.
Ta choć ślubnemu wciąż była powolną,
To dla czeladnika również była hojną.
Nasz majster był szewcem, więc wpadł w szewską pasję,
Do sądu ich podał by mieć satysfakcję.
Rajcy z burmistrzem radzili, wyrok zatwierdzony,
Kacper musi zawisnąć, chłosta jest dla żony*.
Lecz jak wyrok wykonać w ówczesnej Lipnicy,
Kiedy rózg nie było ani szubienicy?.
*
Posłali poselstwo do miasta bratniego –
Czchów, zamkiem królewskim podówczas był znany,
Przeto przez lipniczan bardzo poważany.
*
Petycję pod osąd rajcom cnym złożyli –
Debata długą była, trudną co się zowie,
Więc burmistrz sam jeden posłańcom odpowie.
„ My szubienicę mamy, ale jej nie damy, bo dla samych siebie i swych
dzieci mamy”
*
Wiek XVII, a konkretnie lata „potopu” szwedzkiego to kres lat
świetności Lipnicy. Miasto ufne w potęgę kazimierzowskich murów, a
wierne polskiemu królowi podjęło zbrojny opór szwedzkiemu najeźdźcy.
Bezskutecznie, Szwedzi spalili miasto, zburzone zostały 300-letnie
mury, w konsekwencji spowodowało to wyludnienie miasta, upadek
handlu i rzemiosła.
„ … W mieście Lipnicy biją na trwogę, zamknięto bramy, zdwojono
straże,
Bo od północy widać pożogę, więc czynią wszystko co burmistrz każe.
Gdy szwedzki herold czytał żądania, w mieście do boju lud się
sposobił,
Ani mu w głowie chęć się poddania.
Trza było wiedzieć Szwedów wodzowi, że to królewskie miasteczko
było,
Przysięgą wierne Kazimierzowi - więc się na taki opór zdobyło.
Stanęły cechy z halabardami, z każdego cechu, majster, czeladnik,
Każdy miał bronić, stać za bramami, choćby ostatni był to
zakładnik.
Salwa za salwą w kamienne mury, co trzysta lat bez mała stały,
Aż się z kamienia uniosły chmury, gdyż rychło w gruz się
porozpadały.
Mury zburzone, domy spalone, zamknęła historia chwalebną kartę
Lipnicy.
*
Minęły lata, czas goił rany przez zamorskiego wroga zadany.
Dziś drzemią w ziemi zburzone mury, a dla Lipnicy czas nastał wtóry.
***
Ważnym historycznym akcentem kupieckiego miasteczka były jarmarki i
targi, ongiś przywilejami królewskimi nadane. Siła tradycji ożywiała
w ten czas Lipnicę. Na rynku stanowiącym zarazem plac targowy,
rozpoczynał się wówczas handlowy spektakl, pełen sprzedających i
kupujących, w którym czasem najważniejszym była zasada „kupić nie
kupić, potargować można”. Tradycje kupieckie w Lipnicy są jeszcze
dość żywe, handluje się jeszcze i dziś, choć nie na taką skalę i nie
tym towarem co dawniej. Toteż wydarzenia przekazane mniejszą
opowieścią znacznie odbiegają nastrojem od tradycyjnego nurtu
legend, choć i tu nad wszystkim unosi się duch czasu i po swojemu
spisuje co widzi.
… Rozgościł się duch czasu na lipnickim rynku, omotał spojrzeniem
podcienia i szczyty,
Zliczył kamieniczki stojące w ordynku, przyszedł jarmark zobaczyć
rozgłosem okryty.
Gdy nastał poranek i mary znikły nocne, przykucnięte cienie trącał,
ze snu budził,
Zaczepiał przy kramach - co są w dni jarmarczne, mamił kupujących i
nagrodą łudził.
Wędrując wśród kramów, czasu wyłączył klepsydrę .
Rojno jest i gwarno, w rynku, targowicy,
Na kramach leżą rzędem: bale płótna, skóry,
W szynkach leje się litkup flaszką śliwowicy,
Na uboczu zaś stoją gospodarskie fury.
W półkoszach, chleby białe, kołacze, kukiełki,
Rzędem przycupnęły gęsi, kaczki i kurczęta,
Nabiał - jaja, sery i masła osełki.
Słoniny, wędzonki, kiełbas wielkie pęta.
Szewcy - buty, sandały i kapce skórzane,
Ślusarze, kowale - grace i podkówki,
Garncarze - misy ogromne, kafle malowane.
Kupują, sprzedają, wydają złotówki.
Spektakl, gra, widownia i teatr bez mała,
Cena, targ, zapłata, gapie, targ od nowa,
Umieć sprzedać lub kupić, to sztuka jest cała,
Ręka, rękę przybija, w ten rytm kiwa głowa.
*
Hermes w emocji, sumuje zyski i straty,
Jarmark się skończył, w szynkach gwarno do rana.
Rozwiał się we mgle duch czasu, klepsydra ruszyła sama.
W KRAINIE DUCHÓW I
ZJAW
Powstanie wielu legend inspirowanych było siłami przyrody. Potęga i
niezwykłość zjawisk jak sądzono - nadprzyrodzonych, wywołujących
grozę a zarazem szacunek, każą widzieć współczesnym ich
praprzyczyny, w mocach tajemnych, a nawet siłach nieczystych. Tak
zapewne było, gdy powstawały legendy o „Duchowej Górze”,
„Skarbowej Paryji”, „Na Paprotnej Górze” czy o „Głębowym Dole”.
Część tych zjawisk tłumaczyć można efektami akustycznymi jakie
odebrać można wczesnym rankiem, a które niosły się od gór ku
lipnickim domostwom; poczytywane były one niejednokrotnie jako głosy
istot nieczystych tu mieszkających. Także dziwne wydarzenia jakie
przytrafiały się niekiedy podróżnym w odludnych okolicach, odnoszono
do sfery zjawisk metafizycznych.
Takie skojarzenia przychodziły stosunkowo łatwo, jako że wśród
sosnowych borów porastających dookolnie górskie zbocza sterczały
wielkie kamienne głazy niewiadomego pochodzenia. Wyobraźnia
podpowiadała, więc najprostsze rozwiązanie, jakim było odniesienie
się do procesów nadprzyrodzonych, tu właściwie diabelskich.
„ … Gdy zmierzch nastaje, a księżyc się zjawia rumor straszliwy
leci przez wzgórze,
To głazy wielkie „Duch Gór” przestawia w swoim królestwie - Duchowej
Górze.
Wpadają ludzie w doły, wąwozy, a strach się czai w boru głębinie,
Gdyż czart dostarcza strachu i grozy - z tego właśnie góra ta
słynie.
Na szczycie góry hałasy, wrzawy, za to w dolinach wtórują echa,
To czartów niecne słychać zabawy i duchów skalnych z tańca
uciecha.
Rano, na górze, nad starym szlakiem, zamkły się duchy kamiennym
szańcem,
Spokojnie wszędzie, jak zasiał makiem-, milczą dzień cały zmęczone
tańcem.
***
Kolejne legendy są również częścią dziejów lipnickiego odcinka
„węgierskiego szlaku”, zaistniałych tu wydarzeń, które choć nie
zapisane, przetrwały w formie ustnego przekazu miejscowej legendy.
Głównymi użytkownikami tego handlowego traktu byli jak sama nazwa
wskazuje ludzie handlu, kupcy, których wówczas potocznie nazywano
kramarzami.
Bezpieczeństwo, które dawało dla kupców miasto, kończyło się, gdy
przekroczyli oni bramy miejskie. Odludne bowiem obszary Pogórza
pokryte lasami, kryły w sobie wiele tajemniczych miejsc, niekiedy
groźnych, choćby z uwagi na swoją niedostępność i surowość
środowiska. Miejsca takie wykorzystywali niejednokrotnie uciekający
od „ręki sprawiedliwości” łotrzykowie, banici, ludzie nie znajdujący
miejsca w lokalnych społecznościach. Jednym z takich miejsc była
leśna debrza (paryja) ze skalnymi złomami, wcięta głęboko w masyw
Piekarskiej Góry na południowych rubieżach Lipnicy. Lokalna ludowa
legenda każe widzieć to miejsce jako siedzibę zbójów uprawiających
grabieżczy proceder na „węgierskim szlaku” w jego odcinku Lipnica –
Czchów i Lipnica - Iwkowa. Bowiem oprócz udanych interesów kupcom
towarzyszyły też kłopoty, zdarzało się, iż napadano na nich w celach
rabunkowych.
Zagrabione kupcom dobra chowali w pieczarach skalnych, wśród leśnych
wykrotów. Z czasem pozostawione przez nich i zapomniane skarby,
pochłonęła bujna leśna roślinność i w tej postaci stały się częścią
niniejszej legendy.
„Skarbowa Paryja”
Jest miejsce tajemne wśród lipnickich lasów
Z drzemiącym w paprociach bagażem historii.
Po wiekach powróćmy do tychże to czasów,
Niechaj wspomnienia odżywają w glorii.
*
Grasowali zbójcy na gościńca szlaku,
Karawan kupieckich napadając wozy,
Nie darując pocztom rycerskiego znaku,
Przygodnym wędrowcom przysparzając grozy.
A łupy zabrane nieśli do paryji
W Cygierkach leżącym przepastnym sezamie,
Gromadzili w stosy, przed ludźmi je kryli
Skarbowej Paryji tym dając nazwanie.
*
Gdy przyjdzie Ci zajrzeć w te odludne strony -
Duch skryje skarby w lasu parawanie,
Usłyszysz jedynie kołysane dzwony
W pieczarach skalnych i muzyki granie.
Gdy zerkniesz jednakże w gąszcz, który to chroni,
Zobaczysz miast pereł - krople spływające,
Pnie leżące omszałe z hubami na skroni,
Wykroty i kamienie wśród paryji tkwiące.
***
„Kamienie Brodzińskiego”, te efektowne wychodnie piaskowcowe
zajmujące wierzchołek Paprotnej (436 m n.p.m.) na granicy Lipnicy
Górnej z Rajbrotem, tworzą osobliwy zakątek, skalno-leśne ustronie.
A że są osobliwe, mówi o tym poniższa legenda. Zawartych jest w niej
kilka odrębnych wątków, chociaż wzajemnie się przenikających. A więc
jest w niej częsty przy skałkach temat diabelski, czyli próba
ludowego wytłumaczenia genezy piaskowcowych brył. „Kamienie
Brodzińskiego” mieszczą też w sobie siły tajemne – energię ziemi
oraz moce nieczyste - duchy, których ustronność miejsca skusiłaby w
owych skałach zamieszkać. Nielegendarnymi wydarzeniami są
natomiast siły przyrody: mróz, słońce, woda, wiatr, które choć
powoli. ale systematycznie przekształcają skalne ostańce,
dążąc do ich unicestwienia. Do świata realiów zaliczyć też trzeba
bytność wśród skał, młodego wówczas poety Kazimierza Brodzińskiego,
który jak sam pisze „... wśród skał układał rymy ...” . Właśnie na
cześć poety skały na Paprotnej nazwane zostały jego imieniem.
„Na Paprotnej Górze”
Świetlistą ścieżką, przez legendy czary
Chodźmy na wzgórze przestronne,
Tam gdzie Lucyfer porzucił swe dary
Mające zburzyć budowle zakonne.
*
Skąd się tu wzięły?, jak uróść mogły
W odludnym miejscu, na góry łonie?
I jakie siły ten ciężar zmogły,
Że dzisiaj mamy górę w koronie?
Przed wielu laty, w sąsiednim mieście,
Tuż obok zamku klasztor powstawał,
Więc rzekł Lucyfer: wieść tę roznieście
By każdy diabeł na rozkaz stawał!
Gdy ciemno wokół, ludzie posnęli
Niosą czartowie grube kamienie,
Wtem jeden zaklął – „by diabli wzięli”,
Bo go ruszyło diable sumienie.
Wypadły z szponów ogromne głazy
Co diabły niosły w Wiśnicza stronę,
Któżby przypuszczał, że tyle razy
(Przez kura pienie)
Budowle święte miały ochronę.
Tak się zakończył wątek ciekawy -
No i na wzgórzu skały zostały.
*
Wnętrze tajemne - bo czakram chowa,
Klątwy, obrzędy, gusła, uroki,
Dusza kamienna, wnętrz skalnych mowa –
Trwa to świadectwo starej epoki.
Tysięczne warstwy, jądro fliszowe -
Jakieś nieznane pierwiastki cenne,
Grzęzną we wnętrzach sił moce nowe,
Energią mocne, w byty brzemienne.
W niemym uścisku trwają pospołu .....
Skamielin ślady, ryty magiczne,
Żyły podziemne i źródła wodne,
Tkwią siły ziemi geomatyczne
I minerały z skał samorodne.
*
Na szczycie wzgórza coś do nas woła -
Gadają duchy, kamienna mowa,
Coś szepczą skały wszem dookoła,
Choć niby cisza – niosą się słowa.
Słychać gadanie, lecz skąd się niesie?
Może to wiater duje po lesie,
Może to piasku ziarenka kruche
Taką to tutaj czynią dziś zawieruche?
*
Na Paprotnej Górze czas zastygł i czeka,
Lata minione do wnętrz się chowają,
Czynów, wydarzeń przepływa tu rzeka,
A same skały – wciąż trwają i trwają.
***
Głębowy Dół, to kolejne miejsce na rubieżach Lipnicy Murowanej
obdarzone legendą. Jest to podmokły obszar, gdzie z wierzchowiny
rozchodzą się palczasto leśne wciosy – paryje, jest to zarazem
matecznik drzew, krzewów i różnorodnych bylin. Znacznie oddalony od
ludzkich osiedli i trudno dostępny, jest wymarzoną scenografią dla
niniejszej legendy. Tworzywem dla niej są snujące się nad
mokradłami Głębowego Dołu błędne ogniki - dusze pokutujące. Coś tak
niesamowitego mogło wydarzyć się tylko i wyłącznie w Głębowym Dole.
„W Głębowym Dole”
Gdy pójdziesz wieczór na Wiśnicz Nowy
Wybierz się drogą i idź z rozmachem,
Musisz ominąć tam Dół Głębowy
Co wszech podróżnych napawa strachem.
Kto tędy idzie - tutaj przyspiesza,
Bo dziwnych zdarzeń moc tu zawarta.
Zbrodnia, strach, kara tutaj się miesza,
A to się dzieje za sprawą czarta.
Gdzież tych tajemnic jest sam początek?,
I cóż się stało na bagnach, w lesie?,
Skąd się legendy ten bierze wątek?
Skąd się zła sława o trakcie niesie?.
Z paryji słychać jak coś tam łazi,
Mlaszcze, bełkocze i ognie pali.
Kto się tak tuła w bagnistej mazi?,
Czyje odgłosy słychać w oddali?.
Czy to strzygonie czy północnice,
A może nocne mamuny łażą?,
Jakież tu kryją się tajemnice,
Że tak niewinnych podróżnych karzą?.