|
I WOJNA ŚWIATOWA
Sierpień 1914 roku – zamordowanie przez
Serbów księcia Ferdynanda wywołało w Europie wojnę. Polska w tym okresie
znajdowała się pod zaborami.
Rajbrot znajdował się pod zaborem
austriackim. W listopadzie przez Rajbrot przechodziła dywizja rosyjska
12 oficerów z generałem i feldmarszałkiem. Nocowali na plebani.
Żołnierze porozmieszczali się w pobliskich chatach. Wojsko carskie
rabowało żywność i zapasy wieśniaków.
5 listopada 1914 roku w Rajbrocie
kwaterowali dragoni austriaccy. Na nich natarło wojsko carskie. Na
budynki w których znajdowali się żołnierze austriaccy zaczęły lecieć
granaty i szrapnele. Walka trwała 9 dni. Zniszczeniu uległ kościół,
spłonęło 13 budynków i zginęło 8 osób cywilnych. Ludności pozbawionej
żywności groził głód. Zwracali się o pomoc do państwa. Po ciężkiej
bitwie pod Limanową przybyła do wioski kawaleria I Brygady Legionów pod
komendą rotmistrza Beliny. Do Rajbrotu dojechał także Józef Piłsudski.

W roku 1917 przybyli do Rajbrotu żołnierze
rosyjscy do budowy cmentarzy. Budowę prowadził inżynier Stefan
Koloszscecha podporucznik z Moraw.
Na cmentarzach pochowano żołnierzy
austriackich i rosyjskich poległych na terenie Rajbrotu podczas I wojny.
Po ukończeniu budowy w 1918 roku żołnierze wrócili do swoich krajów.
Cmentarze powstają na Kucku i Rakowcu.

Cmentarz "Kobyła"

Cmentarz na "Rakowcu"
Do dziś żyją ludzie, którzy pamiętają dawne
czasy. Często wspominają te chwile. Mówią: nie jednego dnia mieszkańcy
Rajbrotu nie wychodzili z chat na pole, gdyż nie mogli słuchać jęków
rannych, szczęku szabel jaki dochodził z pola walki.
II WOJNA ŚWIATOWA
Bogatą ale smutną historię przyniosła
Rajbrotowi II wojna światowa.
5 września 1939 roku od Lipnicy zbliżały
się do Rajbrotu wojska niemieckie. Ludność w popłochu pouciekała do
lasów, gdyż szły pogłoski o okrucieństwie żołnierzy niemieckich. Na
drugi dzień wojska nieprzyjaciela zagospodarowały się w wiosce. Ludność
zaczęła powracać do domów.
W roku 1940 w lasach rajbrockich
organizowała się partyzantka nazwana inaczej „śpiącym wojskiem”.
Szeregi partyzantki zaczęły się stopniowo poszerzać. Przyjaciel
zwierzał się przyjacielowi że należy do partyzantki iść. Znowu on
zwierzył się koledze i tak powiększały się oddziały partyzantki.
Partyzantka początkowo była podzielona na dwa obozy:
BCH –
Bataliony Chłopskie
AK – Armia Krajowa

Pod koniec swojej działalności złączyły się
w jeden obóz. Partyzantka działała na terenie Rajbrotu i pobliskich
okolic. Swą działalność poszerzyła do okolic Limanowej i Brzeska. Jedną
z niebezpiecznych i trudnych akcji była akcja bojowa na więzienie w
Nowym Wiśniczu przeprowadzona w dniu 26 czerwca 1944 roku. O tej akcji
opowiadał jej uczestnik pan Fasuga Antoni.
Dowództwo batalionu mieściło się w Lipnicy
Dolnej. Podległe mu oddziały przeprowadzały szereg akcji bojowych
przeciwko hitlerowskim okupantom. Największą akcją było opanowanie
więzienia w Nowym Wiśniczu i uwolnienie kilkuset więźniów w tym
przeważającej ilości więźniów politycznych. Z więzienia tego odszedł
jeden z pierwszych transportów Polaków do obozu śmierci w Oświęcimiu. Od
dłuższego czasu więzienie to było pod obserwacją naszego wywiadu –
wspomina Pan Fasuga. Kiedy w 1944 roku walki zbliżały się do terenu
województwa krakowskiego zachodziła obawa, że więźniowie ci albo zostaną
przez Niemców zlikwidowani, albo wywiezieni do obozów śmierci dalej na
zachód. W tym czasie relacjonuje Pan Fasuga – otrzymaliśmy od dowódcy
szczegółowe meldunki o sytuacji w więzieniu. Dowództwo zorganizowało
kilka narad. Zapadła decyzja: uderzymy w więzienie w warunkach
najdogodniejszych dla nas.

Plan został szczegółowo opracowany w
ścisłym gronie i zachowany w najściślejszej tajemnicy do ostatniego
momentu. Uważaliśmy, że akcja może się udać. Plan przewidywał udział w
akcji oddziału tylko w sile 36 ludzi. Do więzienia mogliśmy się dostać
tylko od strony północnej gdzie znajdowała się brama główna. Więzienie
otaczał ze wszystkich stron gruby i wysoko wzniosły mur, przez który nie
dostalibyśmy się do więzienia. W tej akcji pomogli nam strażnicy –
Polacy. Jeden ze strażników otworzył nam bramę główną, przez którą
dostaliśmy się na podwórze więzienia. Załoga niemiecka w porównaniu z
naszą była bardzo duża. Kilkunastu Niemców na stanowiskach kierowniczych
i kilkudziesięciu strażników. Niemcy byli rozkwaterowani wewnątrz
więzienia. Po dostaniu się do więzienia pierwszą czynnością było
odcięcie lini telefonicznej, pomiędzy Nowym Wiśniczem a Bochnią by
Niemcy nie mogli wezwać pomocy.
Dochodzi godzina 24:00. Dowódca akcji Józef
Wieciech wydaje rozkaz uderzamy.
Poprzebierani w mundury strażników
wtargnęliśmy do więzienia bez jednego wystrzału. Jedna z grup wpadła na
wartownię. Wartownicy poddali się bez oporu. Za pomocą schwytanych
strażników przedostaliśmy się przez drugą bramę. Teraz najtrudniejsze
zadanie – trzecia brama. Najważniejsza ostatnia. Brama zamknięta.
Wartownik, którego zabraliśmy z wartowni otrzymuje polecenie wezwania
klucznika, który był wewnątrz, ponieważ on miał klucze od bramy.
Wywołany klucznik podszedł do bramy bardzo nieufnie. Podszedł bliżej, a
my wymierzamy w niego broń. Chwile się wahał, ale widząc broń otworzył.
Jedna grupa wpadła do dyżurki gdzie oficer niemiecki pełnił dyżur wraz z
dwoma wartownikami. Dyżurka, centrala telefoniczna i magazyn broni
opanowane. Inna grupa otrzymała rozkaz rozbroić posterunki wewnętrzne.
Dowódcą akcji wraz z 10 ludźmi zabrał Niemca inspekcyjnego i udał się do
sal gdzie byli zakwaterowani pozostali Niemcy. Po wykonaniu tego
zadania wyprowadził więźniów z cel na dziedziniec. Po uwolnieniu
więźniów, dowódca dał rozkaz do odmarszu. W czasie marszu były
trudności, gdyż nie wszyscy więźniowie mogli iść o swoich siłach. Nasza
grupa dotarła do Rajbrotu dopiero przed południem. Więźniów ukryto w
domach. Pościg Niemców ruszył za nami dopiero rano – nie dał jednak
żadnego rezultatu. Ani jednego więźnia zwolnionego przez nas nie
schwytali. W tej akcji brała udział 9 osobowa drużyna z Rajbrotu. Cały
oddział bez wyjątku wykazał dużo odwagi, żołnierskie zdyscyplinowanie i
gotowość do największych poświęceń w walce o wyzwolenie Ojczyzny spod
hitlerowskiej okupacji. Tymi słowami zakończył swoje wspomnienia były
partyzant pan Fasuga Antoni.

Oprócz takich poważnych akcji partyzancki
wykonali i drobne zadania.
Niemcy rabowali dobytek mieszkańców wioski.
Partyzanci napadali na nich i odbierali im zrabowaną żywność.
W działalności partyzantom pomagali chłopi.
Ukrywali oni partyzantów lub broń po domach chociaż wiedzieli, że to
grozi karą śmierci.
1940 roku do Rajbrotu przybyło gestapo,
którego zadaniem było wykrycie partyzantów. Jeden z mieszkańców Rajbrotu
przechowywał u siebie kilku partyzantów. Został wydany. Gestapo spaliło
jego Dom. Gospodarz spalił się razem ze swoim dobytkiem i domem.
Młode dziewczęta były łączniczkami.
Zanosiły meldunki do lasów partyzantom. Wiele osób zginęło w obozach
koncentracyjnych. Niektórzy zginęli na polu walki. Ludność Rajbrotu
często oddawała swoje życie za Ojczyznę. Nauka na początku wojny została
przerwana. Nadszedł zakaz nauczania. W szkole znajdował się szpital.
Młode dziewczęta były pielęgniarkami. Pomagały jak umiały rannym
rosyjskim, polskim nawet niemieckim żołnierzom. Nauczycielki pomimo
zakazu prowadziły lekcje w domach prywatnych, w ciasnocie i niewygodzie.
W Rajbrocie mieszkało dużo rodzin
żydowskich. Hitler wydał rozkaz by wymordować wszystkich Żydów.

A więc i w Rajbrocie wykonali Niemcy
egzekucje na oczach mieszkańców. Naoczni świadkowie tych okrutnych
morderstw często ze łzami w oczach wspominają w jaki sposób Niemcy
mordowali Żydów. Odbierali dzieci matkom i na oczach matek zabijali.
Starsze osoby wiązali za wozem i ciągnęli po kamieniach. Żydzi padali na
kolana i prosili o udzielenie pomocy jedna z rodzin polskich przechowała
rodzinę żydowską w korytarzu podziemnym który Żydzi wykopali. Żydzi po
zakończeniu wojny wyjechali z Polski ale nie zapomnieli o swych
wybawcach.
Nadszedł wreszcie upragniony przez cały
naród polski koniec wojny.
W styczniu 1945 roku do Rajbrotu przybyły
wojska radzieckie. Niemcy wycofali się w popłochu.
|